Noble przyznawane są w Szwecji

I cóż, że do Szwecji?

Zaczęło się jakieś 5 lat temu. Niby wszystko jak zawsze, wysiadasz z ciasnego, różowego samolotu, lekko podchmieleni pasażerowie klaszczą w dłonie przy lądowaniu, a tandetny automatyczny głos dziękuje Ci za fenomenalny przelot. W walizce wieziesz tonę swetrów, maść na odmrożenia i coś do obrony przed niedźwiedziami polarnymi. Bo to Szwecja.

Kochać to można Hiszpanię, Grecję albo Republikę Południowej Afryki. Lecieć to można do Ameryki Południowej. Ale błagam, co fajnego może być w kraju, gdzie mała woda mineralna kosztuje 15 złotych, nikogo nie interesuje, czy pani Ewa z trzeciego kręci z panem Władkiem, albo – o zgrozo – gdzie w sobotę wieczorem nie ma jak uzupełnić alkoholowych zapasów?! Wysiadasz z różowego samolotu i nagle to jest to.

Czujesz chemię.
Styka.
Miłość od pierwszego wejrzenia.

Zaczynasz się uczyć szwedzkiego i zaczyna się fun. Oczy znajomych układają się w nieśmiałe WTF. „Powiedz coś po szwedzku”. „Kup sobie lepiej kożuch, jak masz tam lecieć, HEHE”. Wszyscy wyobrażają sobie, że na kolacje wcinasz klopsy, zagryzasz cynamonową bułką, a w nocy śnisz o nowym Volvo. Uśmiechasz się grzecznościowo, kiedy po raz kolejny któryś z ekspertów przekazuje Ci świeżutki raport samobójstw i mapę stref szariatu. Wtedy już wiesz, że to fejk.

Parę lat studiów i kilka pobytów w Szwecji później znajdujesz się w tym miejscu. Wiesz już, że lecisz do kraju, który wcale nie jest idealny, ale który wszystkich ludzi traktuje równo, w którym kocha i szanuje się dzieci, a w którym starsi ludzie przeżywają na emeryturze coś super. Kraju jezior, czerwonych domków z białymi okiennicami, zorzy polarnej, Astrid Lindgren i Ingmara Bergmana. Kraju, w którym mało kto uważa się za eksperta od życia. Pakujesz w walizkę nadzieje, plany i kilka marzeń. W bagażu podręcznym upychasz na dno garść niepewności i parę pytań, na które jeszcze nie masz odpowiedzi. Być może wcale ich nie znajdziesz.

Pięć lat temu, po krótkim pobycie w Sztokholmie, zdecydowałam, że kiedyś tam wrócę. Słowa dotrzymałam. Zaprosił mnie Stockholms universitet. Dobra, to lecę.

 

Matylda

 

Noble przyznawane są w Szwecji
Werner Nystrand Image Bank Sweden

 

5 myśli na temat “I cóż, że do Szwecji?

  1. “Powiedz coś po szwedzku” – najgorsze, bo nie wiadomo co powiedzieć, plus nie jesteśmy małpami w zoo. ?
    Bardzo fajny wpis. Przy pierwszej wizycie w Szwecji miałem chyba 7 lat i prawie nic z niej nie pamiętam. Wtedy nic nie kliknęło, no bo co 7-latek ma w głowie? Na szczęście jeździłem do Sztokholmu coraz częściej i jakoś krok po kroku się zauroczyłem. Bardzo przyjemnie czyta się takie obserwacje innych ludzi! ?

    1. Tu Aldona. Matylda wciąż świętuje swoje urodziny, urlop + miejsce na uniwersytecie, nieprędko zajrzy w komentarze. Pozwolę sobie zatem odpowiedzieć w Jej imieniu 😀
      Ja w takiej sytuacji odpowiadam w tym języku, o który była prośba, “a co chcesz, żebym ci powiedziała?” – sprytnie, prawda? ? Działa!

  2. Lycka till! Stypendium, Erasmus, czy po prostu odważna decyzja? 😛 Studiowanie w Szwecji jest cudowne! Niedługo minie właśnie rok od dnia, w którym wyjechałam do Laponii na stypendium naukowe. 🙂

    1. To przemyślana, acz odważna decyzja Matyldy 🙂 Była na Erasmusie w Sundsvall rok temu. Tak to już jest z miłością – nie uciekniesz od niej. Nie powinnam odpisywać w imieniu Mati, ale ONA WCIĄŻ ŚWIĘTUJE 🙂 dziękuję w Jej imieniu / Aldona

Dodaj komentarz