Dwie godziny. Dwie. Uwierzysz?

Tyle właśnie zajęło mi znalezienie swoich czterech kątów w Szwecji. Przecieram oczy ze zdumienia, pod nosem uśmiecham się i pękam z dumy. Czy to jest łatwe? Legenda głosi, że ani trochę. Ja w tym roku mam po prostu farta, daję słowo!

Do znalezienia własnego mieszkania potrzebujesz jedynie:

– zaświadczenia o stałych źródłach dochodu
– dobrej historii kredytowej
– umowy o pracę na czas nieokreślony
– referencji od poprzednich właścicieli, u których wynajmowałeś mieszkanie
– karty przebytych chorób

No dobra, z tą kartą chorobową to głupawy dowcip, ale wcale nie żartuję, jeśli chodzi o poprzednie elementy składowe tej zabawy. W każdym ogłoszeniu ze śmiertelną powagą informowany jesteś o tym, jakie musisz spełnić wymogi. Idę o zakład, że szybciej znajdziesz w Polsce dobrą pracę, niż w Szwecji swoje własne M.

Aha, no i trochę jeszcze o tym, czego nie możesz.

Nie pal papierosów.
Nie miej dzieci.
Nie przygarniaj zwierząt.

Po prostu nie.

Do wynajęcia mieszkania w Sztokholmie przyda Ci się dodatkowo znajomość jakichś ośmiu języków (o co zostałam zapytana przez jednego ze Szwedów), kilka pożytecznych zainteresowań i zamiłowanie do ciszy.

Bądź bezdzietnym pracoholikiem, nieposiadającym żadnych zwierząt no-lifem i nieobciążonym kredytem poliglotą.

A ofert szukaj najlepiej na blocket.se (szwedzkim Allegro, bo wszelkie płatne portale są po prostu przereklamowane).

Miałam farta, bo dostałam zaproszenie na wizytę i „interview” już po pierwszej wysłanej ofercie. Egzamin zdałam. Choć nasza właścicielka nie miała okazji poznać mojego sambo, to przyrzekłam, że będzie godnym lokatorem. Obietnicy dotrzymam. Nasza mała stuga nad jeziorem jest kolejnym dowodem na to, że spełniają się marzenia.

1 października wprowadzamy się tam, gdzie łosie mówią dobranoc.

21622028_10209856222298303_369754108_n

matli4_glowne

 

Matylda

Skoro już tam jesteś, może chcesz dowiedzieć się, jak napisać CV po szwedzku? Zajrzyj tutaj.

Dodaj komentarz